Podsumowanie roku 2018, dziennik biegowy, plany

Koniec roku to czas tworzenia różnych zestawień “top ileś” filmów, telefonów, butów biegowych i wielu innych rzeczy. To również czas podsumowań i postanowień na przyszły rok. To dobry moment aby spojrzeć za siebie i dokonać analizy tego, co było oraz zastanowić się nad tym, co ma nadejść.

Dziennik treningowy – musisz go mieć

Aby rzetelnie zrobić analizę tak długiego okresu jakiem jest rok biegania warto mieć wszystko skrupulatnie zapisane. Dlatego na wstępie chciałbym każdego zachęcić do prowadzenia dziennika treningowego. Nawet jeśli korzysta się z zaawansowanego zegarka biegowego, który analizuje nasze treningi za pomocą dedykowanej aplikacji to i tak warto prowadzić dodatkowy dziennik treningowy np w excelu. Dlaczego? Ponieważ liczba danych, które możemy notować i analizować jest praktycznie nieograniczona.

dziennik treningowy – co zapisywać

Poza podstawowymi danymi, które rejestruje większość zegarków biegowych możemy zapisywać także te mniej typowe jak: z kim biegliśmy, w jakich butach,  jaki rodzaj treningu (długość i tempo akcentów, przerwy pomiędzy itd) w jakich warunkach pogodowych, a także opisywać nasze odczucia z biegu. Te ostatnie są bardzo ważne, ponieważ dają dużo więcej informacji niż suche liczby. Może się przecież okazać, że biegliśmy tę samą trasę w bardzo zbliżonym tempie robiąc zupełnie różne treningi np bieg ciągły i interwały. Albo jednym razem było 15 stopni na plusie a innym 15 cm śniegu lub wiał wiatr, który nas hamował. Dzięki zapisywaniu odczuć z biegu możemy przypomnieć sobie, że ostatnim razem poszło nie najlepiej bo byliśmy niewyspani, albo zabrakło siły biegowej na podbiegu. A może poszło świetnie bo ostatnie treningi w drugim zakresie zaczynają przynosić rezultaty. Może tym razem czuliśmy się lepiej na zbiegu bo popracowaliśmy nad techniką albo te nowe buty robią robotę. Mógłbym mnożyć przykłady dlaczego warto rejestrować takie rzeczy ale najlepiej będzie jak przekonacie się na własnym przykładzie.

Tak jak wspominałem wcześniej mamy tu spore pole do popisu. Prowadzenie dziennika ma też tę zaletę, że (przynajmniej w moim odczuciu) łatwiej dokonywać analizy zbiorczej, ponieważ we wspomnianym excelu mamy błyskawiczny podgląd każdego treningu jak i podsumowań tygodniowych, miesięcznych czy rocznych (o ile takie robimy). 

mój dziennik

Mój dziennik biegowy zaczyna się w lipcu 2016 roku. W tamtym czasie  jeszcze go nie prowadziłem ale w pewien sposób zacząłem rejestrować swoją aktywność  fizyczną związaną z bieganiem Na początku służył mi do tego czujnik Adidas Micoach, który przez lata wykorzystywałem podczas meczów piłki nożnej, a w późniejszym czasie podczas biegania. Niestety po kilku latach Adidas przestał wspierać Micoacha swoją aplikacją. W ramach rekompensaty użytkownicy otrzymali roczny dostęp do aplikacji Runtastic w wersji Pro. To było raczej marne pocieszenie ale lepsze to niż nic. 

Apka okazała się całkiem ciekawa. Uważam, że najlepsza pod względem dokładności pomiaru ze wszystkich, których używałem. Przynajmniej w tamtym czasie, nie wiem jak jest obecnie. Tak więc po Micoachu przyszło mi biegać z telefonem w kieszeni. Niestety. Szybko doceniłem dotychczasową wygodę biegania bez telefonu, dlatego zakupiłem pierwszy zegarek biegowy. Był to tani egzemplarz z Lidla z pasem na klatkę piersiową do pomiaru tętna. Służył mi przez kilka miesięcy, po czym “dorobiłem się” TomTom’a Runner 2 Cardio + Music, którego używam do tej pory. Swoją opinią na jego temat podzielę się za jakiś czas w recenzji. 

Wszystkie zarejestrowane biegi, do których nadal miałem wgląd, kilka miesięcy temu przepisałem do excela i od tamtej pory robię to na bieżąco, dodatkowo zapisując komentarze oraz rzeczy, które mnie interesują.

podsumowanie roku 2018 – na plus

No i w ten sposób dobrnęliśmy do biegowego podsumowania roku 2018. A ten okazał się dla mnie najlepszy podczas mojej krótkiej przygody z bieganiem. W stosunku do 2016 i 2017 roku zmieniły się przede wszystkim trzy rzeczy: regularność, kilometraż oraz to, że zacząłem startować w zawodach. Tak naprawdę jedno wynika z drugiego. Stratowałem żeby sprawdzić formę i podtrzymać motywację, a może nawet ją zwiększyć. Z tego wzięła się lepsza regularność a z niej większy kilometraż. I choć do ideału w tym roku nadal daleko, to jestem usatysfakcjonowany tym, jak udało mi się go przepracować. 

1447 km może nie robi wrażenia ale wygląda znacznie lepiej niż 792 km z 2017. I jeszcze lepiej niż 329 km z 2016 roku. Bardzo ważne dla mnie było bieganie w górach, dlatego cieszę się, że przewyższenia też zdecydowanie się poprawiły z 9558 m w 2017 do 21853 m w 2018 roku. W dużej mierze za sprawą postanowienia, którego ściśle się trzymam w ostatnim kwartale roku, a mianowicie przynajmniej jednego biegu w pofałdowanym terenie w ciągu tygodnia. Na plus zaliczam również brak kontuzji. Mały miesięczny kilometraż na pewno temu sprzyjał.

podsumowanie roku – zawody

Powodem do zadowolenia są również trzy górskie półmaratony, które udało się ukończyć w tym roku. Dały mi sporo frajdy, satysfakcji i dużego motywacyjnego kopa w dupsko. Były też swego rodzaju kubłem zimnej wody wylanym na rozgorączkowany łeb. Zwłaszcza ostatni półmaraton w Górach Sowich, który przypomniał mi, że moje podbiegi to dno, że pozostałe aspekty nie są wiele lepsze i żebym na drugi raz nie zapomniał okularów 😀 

Kolejnym ważnym doświadczeniem w tym roku było przebiegniecie w ramach treningu z kolegą Połowy Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej. Była okazja przekonać się jak radzimy sobie z kryzysem energetycznym, znajdowaniem (gubieniem) drogi i taszczeniem większej ilości rzeczy w plecaku. Pierwszy raz mierzyłem się z tak długim dystansem (67 km). Po raz pierwszy korzystałem z kijków biegowych, których pomoc okazała się nie do przecenienia! Bez nich pewnie do tej pory leżałbym gdzieś na trasie. A tak cały dystans udało się pokonać w fajnym czasie 9h36′. Sporo poniżej naszych oczekiwań i jest to dobry prognostyk przed przyszłorocznym Biegiem Rzeźnika. 

I tu dochodzimy do chyba najlepszej biegowej wiadomości tego roku. Zostaliśmy wylosowani na kolejny Bieg Rzeźnika, który odbędzie się 21-go czerwca 2019. Będzie to dokładnie 2 miesiące przed tym jak stuknie mi 31 lat! Ukończenie tego biegu to jedno z moich marzeń, które miałem plan zrealizować do 33 roku życia. Miło jak cholera, że będzie szansa zrobić to szybciej! 

podsumowanie roku 2018 – na minus

A co w tym roku nie wyglądało tak jakbym sobie tego życzył?  Na pewno pierwsze 3 miesiące, podczas których opieprzałem się na potęgę przebiegając niecałe 46 km… Tak, łącznie… Cóż, była to smutna kontynuacja biegowego marazmu, w który popadłem pod koniec 2017 roku. Pamiętam, że podjąłem w zimie dwie próby powrotu do biegania i obie zakończyły się zwolnieniem lekarskim. Na szczęście w kwietniu wszystko wróciło na właściwe tory. Od tego czasu do końca roku kilometraż miesięczny nie zszedł poniżej mojej dolnej granicy przyzwoitości 130 km. Wiem, że niektórzy więcej biegają w skali tygodnia, ale mi te 130 wystarcza do podtrzymania formy. 

Ostatnią rzeczą, której żałuję są biegi, w których chciałem wystartować, a niestety z przyczyn niezależnych ode mnie nie mogłem. Jednocześnie mam nadzieję, że w 2019 będzie to wyglądało znacznie lepiej.

plany na 2019

Poczyniłem już pewne kroki i jak na razie opłaciłem starty w kilku biegach. Przede wszystkim w Biegu Rzeźnika, który jest absolutnym priorytetem na najbliższy rok. A także w Wielkiej Pętli Izerskiej i Półmaratonie Karkonoskim. Ponadto na pewno po raz kolejny będę chciał wystartować w Letnim Biegu Piastów i Półmaratonie Sowiogórskim. Zastanawiam się również nad którymś z dystansów Chojnika, na którego zapisy będą… o kuźwa! Już jutro w południe!

Cóż, najbliższy rok zapowiada się interesująco! Jestem ciekaw jakie są wasze plany biegowe na nadchodzący rok. Tym czasem życzę wytrwałości w treningach, które przełożą się na okrutną formę! I zacznijcie prowadzić dzienniki jeśli jeszcze tego nie robicie! 

O autorze

zbiegacz

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.