Rozpoczęcie sezonu biegowego, dopinanie kalendarza, o przygotowaniach słów kilka

Dawno mnie tu nie było… Od ostatniego wpisu minęły ponad dwa miesiące – szok i niedowierzanie!  Jesteście ciekawi co u mnie? Nie? No to wam opowiem. Zatem bez zbędnego p…rzedłużania, jedziemy!

Rozpoczęcie sezonu…

…jeszcze przede mną. Choć zbliża się wielkimi krokami. Za trzy tygodnie Półmaraton Sowiogórski – bieg, którym kończyłem poprzedni sezon tym razem będzie przetarciem otwierającym. Co nie znaczy, że traktuje go ulgowo, absolutnie nie! W tym biegu mam do zrealizowania dwa cele: po pierwsze – poprawić wynik z zeszłego roku, po drugie i trudniejsze – pokonać swoich rywali. Nie mówię tu o wszystkich startujących lecz o bezpośrednich rywalach, którzy rok temu na tych czy innych zawodach byli nieco lepsi ode mnie. Dodatkowym smaczkiem w tej (i nie tylko tej) rywalizacji jest nagroda w postaci butelki mojego ulubionego napitku 😀 Mam nadzieję, że ten dodatkowy bodziec motywujący od trenera przełoży się na lepsze bieganie i udane otwarcie sezonu!

dopinanie kalendarza …

…niemal zakończone. Terminy większości biegów są potwierdzone, zapisy na niektóre uruchomione, a startowe opłacone. Po kliknięciu w nazwę biegu zostaniecie przeniesieni na stronę danego wydarzenia. Zatem króciutko o tym jak wygląda rozkład jazdy na najbliższe trzy miesiące:

MAJ:

05 – 6. Półmaraton Sowiogórski 

W ubiegłych latach organizatorzy modyfikowali przebieg każdej kolejnej edycji tego biegu. Wszystko wskazuje na to, że w końcu osiągnęli zamierzony rezultat i trasa pozostanie niezmieniona w stosunku do ubiegłego roku. Rekonesans sobie daruję, jako że wspomnienie poprzedniej edycji jeszcze nie zatarło się w mojej pamięci. Fajny bieg, ciężki, ze sporym przewyższeniem, dłuuugim podbiegiem na Wielką Sowę i niewiele krótszym, technicznym zbiegiem, od czasu do czasu przerywanym małymi górkami. Lekko nie będzie ale czekam z niecierpliwością! 

12 – 6. Półmaraton Górski Jedlina Zdrój

Zapowiada się na największy półmaraton w jakim będę brał udział w tym roku. Limit uczestników to 800 osób i wszystkie znaki na niebie i ziemi zapowiadają, że zostanie on osiągnięty. Oby tylko nie było za ciasno… Przewyższenie to ponad 800 metrów, a sądząc po profilu trasy lwią część wspinaczki przyjdzie pokonać między 5-tym a 10-tym kilometrem – nogi będą płonąć! To będzie moja pierwsza wizyta w Górach Wałbrzyskich. Niestety na wcześniejsze zapoznanie się z trasą czasu raczej nie będzie, zatem jadę w ciemno!

CZERWIEC:

21 – XVI Bieg Rzeźnika

Od czego by tu zacząć… Ten bieg miał pojawić się w moim kalendarzu dopiero za jakieś dwa lata, zresztą trochę już o tym pisałem… Ale skoro już jest to trzeba się cieszyć! Najbardziej znane polskie ULTRA już niebawem rozwinie przed nami swój 80-kilometrowy czerwony dywan i jak co roku będzie można zobaczyć parę znanych twarzy. Rozdanie Oscarów to to nie będzie, ale liczę na nie mniejsze emocje. Szykuje się zajebista górska przygoda okraszona bólem, cierpieniem i fajnymi widokami. Czego chcieć więcej? 

LIPIEC:

13 – Kamienna Trzydziestka 

Bieg w ramach Chojnik Karkonoskiego Festiwalu Biegowego. Dystans w mojej ocenie dodany trochę na siłę… ale dzięki temu, że start tego biegu zaplanowano na godzinę 16:00 będę mógł wziąć w nim udział. Mam nadzieję, że trasa będzie ciekawa i wynagrodzi mi niemożność wystartowania w rozgrywanym rano Półmaratonie z Górką. 

20 – 7. Wielka Pętla Izerska

Kolejny po Półmaratonie Sowiogórskim powrót na stare śmieci. W zeszłym roku całkiem udanie tu debiutowałem i mam nadzieję, że tym razem będę równie zadowolony ze swojego startu. Trasa jest szybka, więc liczę, że pogoda dopisze i uda się poprawić ubiegłoroczny rezultat, a także porobić któregoś z rywali 😀 

27 – Półmaraton Karkonoski

Mój ostatni lipcowy bieg w ramach 11. Maratonu Karkonoskiego wystartuje o godzinie 16:00. Zapowiada się ciężka “połówka” z dużymi przewyższeniami w trudnym terenie Karkonoszy. Oby żar nie lał się wtedy z nieba. Może wcześniej jakiś rekonesans?

Podsumowując: zaczynam w maju dwiema połówkami w przeciągu siedmiu dni, później kilka tygodni odpoczynku i czerwcowe WIELKIE ULTRA! Trzy tygodnie na dojście do siebie i… gaz w podłogę! 32km, 21 km i znów 21 km a wszystko ciasno upchane weekend po weekendzie. Mam nadzieję, że jestem… albo że będę na to gotowy 😀 

o przygotowaniach słów kilka

W lutym dominowały dwa rodzaje biegów: spokojny oraz trail. O biegach spokojnych nie ma się co za wiele rozpisywać – chodziło po prostu o utrzymywanie komfortowego tempa. Jeśli chodzi o trail to na te treningi złożyły się trzy biegi w lasach rodzinnej Proszowej, odpowiednio 6 km (w bardzo dużym śniegu), 12 km i 25 km. W międzyczasie dwukrotnie zawitałem w Masywie Ślęży, z czego jeden bieg to trening z Marcinem Świercem przy okazji spotkania autorskiego promującego jego książę pt. “Czas na ultra. Biegi górskie metodą Marcina Świerca.” Jeśli chodzi o książkę i samo spotkanie, to być może napiszę o tym osoby wpis. 

Wracając do przedsezonowych przygotowań w lutym – obrazu całości dopełniły: bieg w tempie maratońskim (8 km), bieg w tempie półmaratonu (10 km), trening siły biegowej w formie krótkich podbiegów (ok. 80 m) sprintem oraz trzy treningi na siłowni. Licznik przebiegniętych kilometrów zatrzymał się na liczbie 195,5 a suma przewyższeń na nieco ponad 3 km.

w marcu jak w garncu

O ile z lutego mogę być zadowolony, to w marcu już tak pięknie nie było. Chociaż początki, nie powiem, były obiecujące. W pierwszym tygodniu ponownie udałem się w Masyw Ślęży, tym razem z zamiarem sprawdzenia się na dawnej trasie. Wyszło bardzo pozytywnie, gdyż udało się wytrzymać na podbiegu dłużej niż dotychczas. Uznałem to za dobry prognostyk. Trzy dni później zrobiłem trening progowy 4 x 1,6 km i tutaj ponownie miłe zaskoczenie. Tempo wyszło lepsze niż zakładałem i zdecydowanie lepsze niż w poprzednim sezonie, a przecież to dopiero połowa przygotowań. Każdy kolejny trening utwierdzał mnie w przekonaniu, że pierwsza od lat przepracowana zima daje fajne rezultaty i forma idzie w dobrym kierunku.

Generalnie do połowy miesiąca ohom i ahom nie było końca… aż do dnia gdy zagrałem sparing w piłkę. Ponaciągałem się, złapałem przeziębienie, a chęci na kolejne treningi uleciały. Ostatecznie w lutym uciułałem 122 km… najmniej od czerwca zeszłego roku. Podsumowując luty – jakość fajna, ilość marna.

Gdy piszę ten wpis jest połowa kwietnia i nadal borykam się z infekcjami dróg oddechowych. Wszystko wskazuje na to, że w sezon będzie musiał wejść z marszu, a pierwsze dwa starty będę biegł bez porządnego przygotowania szybkościowego. No ale to są góry – nie szybkość jest najważniejsza! Liczę, że poprawa bazy tlenowej w zimie i regularne biegi w terenie zrobią robotę 😀

Z-biegiem!

O autorze

zbiegacz

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.